Saltus XV według Bennego

Było lekko zachmurzone popołudnie . Okolice maja według dawnego kalendarza. Przez bezkres dawnej cywilizacji szła karawana tych którzy przeżyli apokalipsę. Arkhanie, tak się nazwali. Byli zbitkiem grup przetrwańców mniejszych „stad” z całej dawnej środkowowschodniej Europy. Ja należałem do „Koni”, ludu z terenów dawnej „Ziemi Obiecanej”. Grupa była dośc liczna, choć dóbr było niewiele. Wszystko meściło się na plecach. Większe lub cięższe pakunki spoczęły na kilku malutkich wózeczkach. Idziemy zwartą grupą w poszukiwaniu miejsca w którym Arkhanie mogliby zacząć nowe życie. Szliśmy z daleka, zebrani z dość obszernego terenu pustyni, wymarłych metropolii i innych miejsc które teraz nie nadawały się do dalszego tam przebywania. Kiedy zwiadowcy zobaczyli gęsty zielony las wiedzieli, że to cel ich podróży. Dzikie zwierzęta, gęsta roślinność dająca schronienie no i przede wszystkim woda, tak cenna w tych czasach woda. Dowódcy tylko to potwierdzili. To nasz nowy dom,.Grupa zatrzymała się na skraju lasu, by wszyscy maruderzy mogli dogonić czoło kolumny i jedną siłą udać się wgłąb lasu. Kiedy tak czekali w tłumie pojawiły się jakieś obce postacie. Kiedy, skąd? Jedna z nich była chyba kimś ważnym. Chciał porozmawiać z dowództwem grupy. Prosił by zebrać wszystkich gdyż miał coś ważnego do powiedzenia. Gdy tak się stało zaczął przemowę:
– Wołają na mnie Merczant. Jestem tu od dawna i znam te ziemie. Na tyle dobrze że mogę wam pomóc ale wy musicie pomóc mi. Jeśli ne będziecie chętni to zwrócę się do kogoś innego.
– Jak to kogoś innego? – Rozgorzała dyskusja. – Czyli jest tu jeszcze ktoś?
– Tak – odpowiedział merczant ze stoickim spokojem; Na tym terenie znajduje się siedziba OSY.
W grupie zawrzało. To gang który nęka lud już od dawna, jeśli mają tu swoją siedzibę to trzeba się liczyć z tym, że nie dadzą nam spokoju.
– Poza tym moi zwiadowcy powiedzieli mi, że podąża tu druga grupa przybyszy, zwą się Braghami.
Qrwa- pomyślałem. To miał być cel naszej podróży, miejsce, gdzie w końcu będziemy mogli spokojnie wieść nasze dalsze życie a tu niespodzianka. Cholerna OSA, która żądliła nasz lud już wcześniej i jeszcze Braghowie. Merczant skończył swą przemowę życząc nam powodzenia i odszedł. Ktoś rzucił hasło o mobilizacji i przygotowaniu do dalszej podróży. Zbieramy się i do lasu wchodzimy „na ostro”. Na nielicznych działających zegarkach z czasów świetności ludzkości ciut po 15-tej kiedy Arkhanie ruszyli. Nie trwało długo kiedy okazało się,że na drodze do celu mają do przemierzenia most, niby nic ale mostu pilnowała jakaś postać. Kilkadziesiąt ludzi a on sam. Stał pewnie, jakby się nas spodziewał…

Horse Team – Wolna Grupa Paintballowa