Unit 7 według Konia

Zgodnie z wytycznymi podanymi w rozkazach ze sztabu docieramy do centrum operacyjnego które przez najbliższe kilkadziesiąt godzin będzie naszym domem. To stąd będziemy operować – skąd ?? tego nie mogę wam niestety powiedzieć. Po dotarciu i rozlokowaniu się w koszarach wraz z resztą naszego plutonu o bojowym kryptonimie „MIECZ” czas na krótki odpoczynek. Jeszcze tylko rzut oka na szpej – wszystko jest więc czas spać. Atmosfera gęsta, ciężko nam zasnąć, pod powiekami obrazy poprzednich akcji …..
05:00:00 – dźwięk dzwonka pobudki w naszej Sali podrywa cała ekipę. Mamy dwie godziny do podjęcia przez „śmigła” i przerzucenia w rejon działania. Szybkie lekkie śniadanie – jakoś nikt nie jest głodny. Powoli się wkręcamy na obroty. Za oknem biały puch, całą noc padało. Zakładamy maskałaty, kamizelki, pakujemy szpej potrzebny do przebywania w warunkach bojowych przez kilka a może kilkanaście godzin.
Odprawa jest krótka, rozkazy cząstkowe znaliśmy już wcześniej. „MIECZ” zostaje oddana pod dowództwo WW (drugi jest ZOLTAR). Dzielą nas na dwa plutony. Moim dowodzi KICIA, drugi IC to SNAJPER. Jako Medyk mam być następny w łańcuchu dowodzenia plutonu „MIECZ2”. Przez głowę przelatuje mi ze chyba będzie gorąco skoro z góry się zabezpieczają pod kontem dowodzenia ….. „MIECZ1” pod dowództwem SKORPIONA. Same stare wygi więc damy radę.
07:00:00 na lądowisku jak w ulu – ludziska pakują sprzęt a jest co, na każdy pluton mamy jeden ciężki karabin maszynowy ….. Kur.. zwiad to to nie będzie.
Lot jest krótki i jak szybko ruszyliśmy tak szybko zostaliśmy zrzuceni na skrzyżowaniu dróg. Szybka odprawa dowódców i ruszamy z buta. Druga faza operacji rozpoczęta. W pierwszej nie braliśmy udziału – to był zadanie dla „TARCZY”. Chłopcy wrócili po nocy i teraz odpoczywali.
Po około 40min. Docieramy do miejsca gdzie mamy zabezpieczyć lokalizację pod stacje zagłuszania. Szybko rozstawiamy posterunki i nadajemy komunikat do HQ – teren zabezpieczony można przysłać „KORONĘ”. „TARCZA” również dostaje namiary – pozostaje czekać.
To co najgorsze – czekanie. Czujki rozstawione daleko – trafiam wraz z MISKIEM (SAW) oraz KABUZEM (RTO) na posterunek zamykający jedną z drog. Po około 30min. Dostajemy info na sztabowej ze KORONA ruszyła. Z tym że jej nie widać. Dostaje rozkaz i razem z Kabuzem walimy biegiem do najbliższego dużego skrzyżowania. Niby nie daleko ale po śniegu w pełnym szpeju – mało płuc nie wyplułem. Zajmujemy skrzyżowanie. W sam czas – widzę światła pojazdu, nadaję jak wygląda. Jest potwierdzenie – to KORONA. Wyskakuję na środek, Kabuz ubezpiecza. Oznaczam kierunek i KORONA wali prosto na pozycje. Niedługo potem dociera TARCZA pod dowództwem RYBKI – chłopaki daja nam podmianę. Teraz to ich zadanie zabezpieczyć KORONE.
Czas płynie leniwie. Praktycznie nic się nie dzieje….. Kurde chyba widziałem ruch … Zwracam uwagę WW na kierunek gdzie mamy czujkę. Kur.. chłopaki z TARCZY mieli maskałaty a widzę dwóch na ciemno ubranych gości ! pada śnieg i gówno widać ale ….. Nie ma co ruszamy na zwiad. Kicia podrywa trzech ludzi i ruszamy dwójkami lasem wzdłuż drogi. Są ślady ale ani widu wroga …. Może mi się w oczach rypało ?
Wracamy do KORONY – jest dobrze, skanery namierzyły częstotliwość sztabową wroga. Co oni tam gadają ?? Widzą wroga, meldują o pojeździe, anteny …. O rzesz oni mówią o nas. Tylko dzięki nadludzkiemu wysiłkowi i wyszkoleniu ludzie nie chwytają za broń. Powoli jakby od niechcenia rozsypujemy się wokoło pojazdu. MIECZ1 rusza w kierunku lądowiska żeby przerzucić się w miejsce gdzie namierzyliśmy wrogi nadajnik. Niestety muszą wracać pomimo że wypatrzyli wrogi zwiad. Operatorzy źli jak diabli ale rozkaz to rozkaz – transportu nie ma więc trzeba będzie te kilka kilometrów szybko pokonać pieszo. KORONA się zwija. TARCZA też. My ruszamy do celu a … przeciwnik melduje ze nie wiedzą co się dzieje i stara się skoncentrować swoje siły. Marny trud – już nas tam nie ma.
Cały czas na nasłuchu udajemy się w szybki marsz ale niestety nasz cel zwija się przed nami. W rejonie kręcą się śmigła WRL, jak nic chcą ewakuować swoich ….. Dupa nie znaleźliśmy ich. Zabezpieczamy lądowisko i czekamy na transport. Dostajemy dwa więc jest ciasno jak diabli ale co zrobić ….
Nowe koordynaty KORONY i ruszamy. Mamy dać wsparcie TARCZY – dzięki nasłuchowi wiemy ze WRL przesuwa tam swoje oddziały – trzeba im przeciąć drogę. Tylko jak ? poruszamy się ta samą trasą … Nasi kierowcy okazują się niezłymi gigantami, wala poboczami i zajeżdżają droge wrogowi, odcinają im jeden transport i dzięki temu dwa nasze docierają pierwsze i wysypujemy się im na plecy.
Zaczęło się. W biegu rozwijamy linię, przeciwnik totalnie zdezorientowany – jest ich kilkunastu a nas ponad dwudziestu plus część TARCZY. Wbijamy się na nich, grzechoczą serie, przeciwnik odbija naciskany przez naszych. Nagle Kicia rusza biegiem na przełaj drąc się że przetniemy im drogę. Ku… przez las ?? w śniegu ?? masakra ……. Kicia się oddala, nie nadążam za nim, reszta oddziału już w ogóle w w uj daleko …. KICIA KU… STÓJ!!! JESTEŚ SAM !!! no ja pier… zwariował. Prawie rzygam zle biegne. Nie no na bank zwolni …… KU…!!! On do nic wali !! SAM !!! Masakra. Zatrzymuje ich co prawda ale walą do niego jak diabli. Drę się żeby prawa flanka podciągała, wywrzaskuje rozkazy żeby ich zmylić. No przecież zaraz go zaje… Cholera za mna w odległości 100m próbuje nadążyć WURC z KMem ale nie daje rady ….. Zabiję Kicie jak oni tego nie zrobią. Dobijam w chwili gdy obrywa….. Meeeedyyykkk !!!! No szlag jak mam mu pomóc ?? Jest pod ostrzałem …. Walę do nich może mu odpuszczą. A gdzie tam – dorzyna go jakiś koleś z plecakiem. Zaraz potem sprzedaje mu celną kulę – ma za swoje. Zwinął się pod drzewem. Chyba ranny ….. Dobiega Wurc i zaczyna się piekło. Jego SAW gra aż miło. Jeden z przeciwników podrywa się by pomóc rannemu – seria ścina go z nóg. Zaraz potem pada następny. Reszta zaczyna wiać. Biegnę do Kici, już przy nim czuje ból w prawym ramieniu …. Nie wierzę …. Oberwałem. Medyk oberwał…. Paranoja jakaś, to nie powinno tak być …..
Ktoś mnie opatruje. Rozpoznaję Tytusa z TARCZY. Zgrabnie mu poszło. I do tego mamy jeńca. To ten z plecakiem. Zawijamy go bo zaczyna się robić zamieszanie a jeniec jest cenny. Skuty przez Kabuza kajdankami i prowadzony pod eskorta dociera do wyznaczonego lądowiska. Tam zabiera go po dłuższym czekaniu Rybka. Po nas śmigło przylatuje ok.14:30:00 – do HQ docieramy ok. 15:00:00. Sprzęt rzucamy do wyschnięcia, maskałaty lądują na piecach a my zabieramy się za więźnia. Chłopina wygląda mizernie więc karmimy go i poimy – trudno tak trzeba. Potem zabiera się za niego wywiad – było warto. Ma przy sobie kupę danych na Garminie. Zoltar ma ręce pełne roboty.
Następna faza ma wstępnie ruszyć po odprawie przewidzianej na 19:00:00. Ekipa zalega i zasypia styrana walka. Ja niestety siedzę z jeńcem praktycznie dopóki nie zabrali go celem przekazania.
Odprawa – trzecia faza będzie masakryczna. Mamy za zadanie ochronić konwój z Vip’em. Całość będzie się składać z trzech pojazdów. VIP w środku – nie wiem co za łeb wymyślił że w wozie z VIPem ma nie być ochrony …. Ale cóż – taki los, ktoś wydał rozkaz i tyle. Trasa ustalona, zadania podzielone. Pierwsza „pancerka” – TARCZA pod dowództwem Rotiva – maja jedna tarczę balistyczną której w razie co użyją by wysiąść pod ostrzałem. Trzeci wóz – MIECZ czyli my, w ciut lepszej sytuacji bo mamy dwie tarcze.. Do tego na pokładzie mamy mieć Generała. Robi się ciekawie. Krótkie szkolenie co do kolejności i zachowań pod ostrzałem i ruszamy.
W „pancerkach” ludzi naćkane jak mrówek. Zdziwią się jak się wysypiemy.
Ruszamy id początku ku.. schody. Autko może i pancerne ale za to nie daje rady na śniegu !!! PG po kolejnej zaspie z której wypychamy wygląda jakby miał za moment eksplodować. Zmieniam go – mam większe doświadczenie z takim sprzętem. Nie szło mi jakoś wiele lepiej ale udało się – jedziemy.
Na pokładzie nastroje bojowe. Wiśnia krąży. Generał motywuje ekipę. Koło mnie siedzi Ami i Vojciechu. Z tyłu Kabuz, Generał, Łodyś, Skorpion, Wurc, Owsiak. Na desancie Kicia, PG i Snajper.
Nagle przed pierwszym pojazdem wywala ajdik – KONTAKT z przodu, ktoś przebiegł do lasu. RUSZAĆ SIĘ !!! Z WOZU !!! nagle las wokoło zaczyna żyć. W naszą stronę lecą serie kul, pod wozem wywala ekran dymny …. Ludziska przypadają za tarczami. W środku auta jak na barce desantowej – kule latają wpadając przez otwarte drzwi i tylną klapę …. Kicia ginie, PG ranny osłania ludzi tarczą. Obok mnie nie lepiej. Widzę jak wyciągają nam VIPa – Z PRZODU KU… Z PRZODU !!!! VIPA ZABIERAJĄ !!!! że tez nie mam broni…. No szlag mnie trafi ……. Na szczęście nasi już na zewnątrz. TARCZA też. Trzy mordercze grupy z osłonami balistycznymi ruszają na polowanie. Kolejne serie koszą wroga. W lesie dyskoteka – wszędzie stroboskopy, światła chemiczne, lasery. Aż dziwne że nasi wala do wroga a nie do swoich – wszyscy są w maskałatach więc wygląda to masakrycznie ……. Dym wgryza się z gardło ……
W pościg za wrogiem rusza pościg. Bilans strat jest dziwnie mały. Straciliśmy czterech ludzi a chyba dwóch jest rannych. Wróg za to …….. oj masakra, tylko koło nas z dziesięciu …….
Pomiędzy zabitymi nasz niedawny jeniec – nie wyszło mu na zdrowie wracanie do swoich ……
Poscig kończy się dwie godziny później. Niestety pomimo zaangażowania wszystkich sił i środków nie odnaleźliśmy grupy która nas zaatakowała i uprowadziła VIPa.
To już koniec manewrów UNIT7 – zostaje nam powrót do bazy o drugiej w nocy, na łysych kapciach, bez przewodnika i mapy na HQ. Jeszcze odprawa i koniec. Siusiu, paciorek i spać. Zasypiam jak zabity. Gdzieś w głowie huczą strzały ….. strobo porusza powieki ………

Horse Team – Wolna Grupa Paintballowa