Saltus XIV oczami Konia

Camelot czyli obrona szpitala polowego ….
Część pierwsza.
Rozkazy otrzymane od dowództwa ISAF w sobotę około południa były jasne jak słońce: „Grzechotnik 2 macie udać się w rejon zdobytego w nocnej potyczce PS3 i założyć tam szpital polowy czyniąc z tego miejsca ufortyfikowaną BAZĘ 1. W tym celu wykorzystać możecie wszelkie dostępne zaplecze logistyczne pod warunkiem że zatargacie to na własnych nogach – teren nie pozwala na dokonanie rzutu.”
Całe zaplecze logistyczne czyli osłony balistyczne, liny, miny, sprzęt medyczny, zapas powietrza …. Sporo tego. Do tego znając życie nie zajmie to kilku minut wiec trzeba się zabezpieczyć pod katem racji żywnościowych oraz wody. Wychodzi na to że nie damy rady się zabrać – przecież każdy ma jeszcze broń i amunicje … szybka zmiana decyzji i sztab obiecuje dosłać część szpeju wraz z posiłkami dla BAZY1.
Jakby tego było mało dostajemy informacje radiową że oddział broniący przeprawy w rejonie bezpośrednio sąsiadującym z lokacją BAZY, nawiązali kontakt z wrogiem i odpierają jego ataki.
Ruszamy szybkim marszem targając toboły ze sprzętem i prowadząc stały nasłuch na częstotliwości sztabowej – przeprawa utrzymana. Pocieszające choć i tak byliśmy już prawie na miejscu.
Zluzowaliśmy oddział pilnujący wzgórza (poszli zasilić przeprawę) a my wystawiając skromne czujki zabieramy się za budowę bazy. W pierwszej kolejności rozwinięte zostały świeżo zakupione na tą misję osłony balistyczne. Fajne ustrojstwo choć niezbyt wysokie – raptem 1,5m wysokości. Za to pozwalające na obserwacje zza nich całego przedpola. Pada decyzja aby umocnieniami zamknąć całą koronę wzgórza wokół szpitala. Skipper (nasz saper) zajął się od razu rozstawianiem niespodzianek na dwóch trzecich podejść pod bazę. Zabrał do pomocy jeszcze jednego człowieka, miny, potykacze, elektronikę i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze i zniknął w krzakach – naprawdę nie chciałbym próbować ataku od tej strony …..
W czasie budowy okazuje się ze osłon jest za mało – jak zwykle pomyślałem sobie i zagoniłem ludzi do znoszenia wszelkiego dostępnego w lesie budulca. W ten sposób w miejscach gdzie atak wroga z uwagi na otwarty teren będzie najsłabszy powstała … palisada. Cóż na bezrybiu i rak ryba – przynajmniej nie wbiegną tamtędy. Dołożyliśmy zasieki i wyszło dość dobrze, kuli nie zatrzyma ale zawsze to coś.
Zaczęły docierać posiłki – Cobra2, którzy skierowali się po zrzuceniu zapasów oraz moździerzy w bazie do osłony przeprawy w rejonie Oskar7, oraz trzech operatorów z RED ARROW którzy szykują poniżej BAZY przykra niespodziankę dla ewentualnych przeciwników.
Niestety prośba o wsparcie dla naszego już i tak osłabionego oddziału ( zostało nas siedmiu w bazie – reszta nadal zaminowywała przedpole i obsadzał moździerze poniżej bazy), odbiło się tylko echem po pustym HQ – „nikogo nie mamy, musicie wytrzymać a w razie czego wsparcie da wam Cobra2 z rejonu przeprawy” – pięknie kurwa, pięknie ………..
Dobra – czas na pierwszą warte. Zostaje Ja i dwóch ludzi – reszta spać. Dwa razy nie trzeba powtarzać, zwłaszcza Woszczowi. Czas płynie, cisza i spokój wokoło. Drzewa szumią, słonko dogrzewa. Ściągam kamizelkę ze szpejem i wieszam na drzewie. Karabin oparty o drzewo. Zaczyna mnie łapać senność. Nie wiem czy mam przewidzenia czy zauważyłem ruch na wzgórzu 100 – 150 metrów dalej … Chyba jednak ktoś tam jest … teraz już widzę dokładnie. Widzę jednego, dwóch, trzech … „KONTAKT, wstawać !!” nie wierze własny oczom ich jest ….. „KONTAKT NA OSTRO !!!!!!!!!! RUSZAĆ SIĘ KURWA !!!!! DO BRONI !!!!!!!!!” chłopaki zrywają się z miejsc i biegną do osłon „RTO WZYWAJ WSPARCIE, WZYWAJ COBRE2 – NATYCHMIAST !!!!!!!!
O kurwa ich jest ze czterdziestu, biegną rozwijając oba skrzydła – OGNIA W NICH !!!!!!!! Wydzieram się na cały regulator, podaje komendy – cała nasza siódemka wywala seriami w nadbiegających Balibów. Pierwszy szereg pada, a oni nawet kurwa nie zwalniają !! Nagle rozlegają się detonacje. Miny, wywalają jedna po drugiej… przez myśl przelatuje mi jak oni dali radę tak szybko nas oskrzydlić ???!!! Od strony której bronie ja i Benny biegną kolejni, przyciskamy ich ogniem. Przypadają za drzewa … Benny drze się jak opętany w ich stronę – ZAAAPRASZAMMYYYYYYY !!!!!!!!!!! waląc raz po raz z automatu w ich stronę, drę się do niego żeby wiązał ich ogniem do czasu jak z dołu ruszy RED ARROW, w tej samej chwili z lasu poniżej atakujących odrywają się trzy cienie – nareszcie.
Walą Balibom po plecach, widzę osłupienie w ich oczach – dobrze im tak. O FUCK to musiało boleć – widzę jak Franc z RA wywala Balibowi w plecy ze snajperki, ten aż rozłożył ręce …. Jednego mniej.
Ale robi się krucho, Benny zdejmuje prawie z przyłożenia gościa który próbuje sforsować zasieki. Chyba wpadł w szał bojowy …. Może to i dobrze zaraz i tak wszyscy zginiemy … za plecami słyszę krzyk Vojciecha –DOSTAŁEM !!! biegnę na druga stronę. Miny wywalają coraz bliżej, istne piekło a Baliby już pod osłonami ……. Pomiędzy mną a Vojciechem leci grad kul – gdzie dostałeś ?? Noga ?? Jak kurwa ?? No nie wierzę, ich kule przelatują przez osłony?? Z czego oni strzelają ?? Krzyczę żeby sam się opatrzył i zdejmuję kolejnego, i jeszcze jeden. Nagle widzę jak za osłoną przebiega żołnierz ISAFu i wali seriami po Balibach – rozpoznaje oznaczenia, to Cobra2 …….. Zdążyli.
STÓJ, TAM LEŻY BALIB !!! krzyczę do wsparcia i wychylam się za osłonę żeby zdjąć przyczajonego wroga – seria z prawej zwala mnie z nóg. Dostałem prosto w łeb. Ktoś ciągnie mnie w stronę szpitala …… Odzyskuję przytomność. Co z BAZĄ ??? Głupie pytanie, przecież jakby ją zdobyli to bym się już nie ocknął …. Mieliśmy ciężkie straty, w szpitalu praktycznie wszyscy moi, jeden z Cobry i z RA. Baliby wycięci w pień przez wpadających na nich z flanki operatorów z Cobry.
Ten atak uświadomił ludziom w HQ ze Baliby maja przewagę i że jeszcze ruszą. Posiłki zaczynają spływać strumieniami a nad naszymi głowami zaczyna zapadać noc. Noc która okaże się gorsza niż atak Balibów. Noc która nauczy mnie nowego słowa dotąd znanego tylko naszej ekipie medycznej ………..

Horse Team – Wolna Grupa Paintballowa