Saltus XII oczami **PG**

26 sierpień 2011 piątek godzina 500 adrenalina nie pozwalała spać to już, to teraz za chwilę zadzwoni telefon oznaczający przyjazd Koniowozu . Sto pięćdziesiąty raz wyliczam w myślach spakowane rzeczy, czy wszystko jest?. Przypomnij sobie, co doradzali ci weterani, no dobra luz wszystko mam. Drrrriiiiiinnnn, drrriiiinnn nareszcie godzina „W”, plecak na plecy i na wojnę. Matka płacze, ojciec ją wspiera dumny z syna, co rusza w bój. W progu przez łzy matka rzuca ostatnie pytanie: synu czy wszystko masz? …. O k….wa czy wszystko spakowałem, lecz nie ma już czasu na kolejną wyliczankę. Biegnę po dwa stopnie, na dole uśmiechnięte gęby kompanów żołnierzy. Pierwsze zadanie dotrzeć na czas na miejsce zbiórki, kolejne wyliczanie, co kto wziął, kto co ma, dla kogo. No jest git wychodzi na to, że mam wszystko. Punkt zborny osiągnięty stacja Orlen- czas uff jest ok. Trochę papirologii, kto nie zdążył je śniadanie przedstawiciela handlowego( zapiekanka, hot dog, cola, piwo-kto mógł).Ekipa się powiększa, odliczeni w komplecie i o czasie. Ostatnie kosmetyczne wymiany sprzętów i pierwsza wpadka. Dowiezione flagi są tylko ktoś nie zabrał nitki z igłą – a mamusia pytała. Luz nadwiślańczyk nie pęka orbitka po terenie ktoś musi mieć. No niestety ostatnia deska ratunku stanąć po drodze i zabezpieczyć potrzebne przybory krawieckie lub pospinać agrafkami z apteczki, nieistotne detale przecież jadę na Saltusa. Tuż przed wyjazdem niespodziewany gość. Owsiak przyjeżdża z transportem dla zapominalskich parę drobiazgów tylko oczywiście nie ma tej przeklętej nitki z igłą. Pada rozkaz do wozów i ruszamy. Droga bez większych niespodzianek, w koniowozie opowieści z serii kolorowy życiorys **PG**i niespodzianka Kuba przemawia zdaniami złożonymi. Wszyscy napakowani adrenaliną i motywacją do zabijania Brytoli, wszyscy nieśmiertelni i niezniszczalni. Postój na obiad, ostatnia przystań cywilizacji i na wojnę. W knajpie udaję mi się zorganizować tą zakichaną nitkę z igłą i dziergam, wzór konspekt prawdziwy argentyński wojownik. Mała chwilka i osiągamy upragniony parking Saltus wita, masa teamów radocha i powitania. Wyznaczono godzinę wymarszu na 1500 i czas rozpoczęcia manewrów na 1700. Luzik kupa czasu do wymarszu i dwie godzinki na dotarcie do HQ bułka z masłem. Graty wypakowane i czekamy. Mała niedogodność brak wózka na butlę, ale są noszę da się radę w końcu to tylko 60 kg na czterech. 1500 naprzód, pospolite ruszenie i wymarsz. Pierwsze sto metrów i już wiem, że butla nie wiadomo, jakim cudem przybiera na wadze, zmiany rąk niewiele dają wymieniają nas koledzy, lecz ich grono topnieje w zawrotnym tempie zostaje nas czterech reszta miała za zadanie jak najszybciej dotrzeć do HQ robić obóz i przysłać nam zmianę wraz z wózkiem transportowym. Idziemy, wleczemy tą za…ną butle wspierając się wzajemnie jak się da. Ustalamy kolejne punkty, do których doniesiemy ją na raz ( kolejny zakręt, drzewo, kawałek cienia). Obok korowód stękających i umierających towarzyszy taszczących toboły do HQ. Słońce skutecznie zabija morale, ale jesteśmy przecież niezniszczalni czterej jeźdźcy apokalipsy (Gomes, Joozy, Młody i Ja). Po pierwszym km pozbywamy się plecaków zostaje z nimi Skorpion , a my dalej naprzód ku zwycięstwu tylko ta cholerna butla coraz cięższa. Jakieś 600 m przed HQ na horyzoncie pojawia się Kicia z wózkiem wymęczony biegiem do nas. Teraz już łatwiej docieramy z butlą zostawiając po drodze Jozziego mały oddech i biegiem po plecaki. Biegniemy z Gomesem, bo młody przeżywał zmartwychwstanie. Biegniemy w dół mijając kolejnych Argentyńczyków zmierzających do HQ . Na ich twarzach przemiennie pojawiają się grymasy zmęczenia i podziwu dla naszego biegu z rydwanem. To dodaje nam sił i przyspieszamy tępo biegu. Biegniem i biegniem i dociera do nas odległość, jaką udało nam się pokonać z ranną butlą na noszach. Dopadamy do plecaków i jazda do HQ . Gdy docieramy jest już 1715 a my w czarnej d..e. Nie ma czasu odpoczywać ogarniamy się jak najszybciej, bo już czekają zadania. Ogarnięci uśmiechnięci, choć już dobrze nadkruszeni spacerem farmera wychodzimy w teren koło godziny 1800. Wspominam opowieści o poprzednich edycjach i konfrontuję z realem. Widzę jak potwierdza się stare powiedzenie chcesz sprawdzić człowieka zabierz go w góry, na morze lub wojnę. Patrzę po kompanach i uśmiech pojawia się sam zdałem pierwszy egzamin, który przygotował nam Saltus. Dość szybko robi się ciemno, zwłaszcza w lesie nie do końca zawierzając GPS-om jak i nie do końca ogarniając ich wskazania przemierzamy w poszukiwaniu kolejnych punktów wypatrując wroga. Obrona kołowa, wysyłamy zwiady, ja i Koniu zabezpieczamy tyły. Wkręcam się na coraz większą zajawkę. To jest to po to tu przyjechałem już nie pamiętam zmęczenia przy butli nowe zadanie i na maksa wytężone zmysły by mu sprostać. Jest już ciemno jak w d..ie zbliżamy się do jakiś oświetlonych zabudowań postój i rozkaz od skorpiona bym rozpoznał teren. Skradam się skrajem lasu wypatrując potencjalnego niebezpieczeństwa, podchodzę na tyle blisko by zidentyfikować zabudowania, lecz nie być widocznym. Do uszu dolatuję znany mi dźwięk, a oczy jednocześnie szukają charakterystycznych znaków mogących ułatwić identyfikację. Mózg jednocześnie rejestruję informację z obu zmysłów naraz i wysyła sygnał: masz spier….. stąd. Oczy dostrzegły tablicę z napisem ZAKŁAD KARNY – CZERWONY BÓR, a uszy usłyszały psa wartownika, który spacerował przy bramie i już mnie wyczuł. Nie czekając aż zostanę posądzony o próbę odbicia więźnia opuszczam wycelowaną broń i dokonuję szybkiego odwrotu z meldunkiem rozpoznania. Tej nocy jeszcze tylko jedno krótkie zadanie i około 000 w HQ. No teraz sobie odpoczniemy, no odpoczniemy 3 h bo już kolejny rozkaz dla naszego oddziału. Pobudka choć i tak czuwałem. a nie spałem zwłaszcza, że obok oddział żubrów podnosił swe morale dają również upust emocji w postaci: Jebać Brytoli …. I takie inne pozdrowienia dla przeciwnika. Zadania na dziś dotrzeć do HQ przeciwnika i męczyć dręczyć ile się da. Dziś doczekaliśmy się kontaktu i to nawet paru, z większym lub mniejszym szczęściem odpalam lub jestem odpalany. Męczące powroty do HQ umila piersiówka zabrana dla podniesienia animuszu. Do HQ mały oddech i znów nękamy wroga. Tym razem nie mamy czasu na lizanie ran uzupełniamy zapasy i biegiem na wsparcie, bo Brytole usiłują odbić Ps3. Ps3 ten punkt chyba będzie długo się śnił każdemu Argentyńczykowi najzacieklejsze walki, bo najlepiej punktowany przyczółek, a oddalony o około 1,5 km od naszego HQ, szkoda, że Brytole mieli zaledwie 800m.Często biegiem, by wspomagać obronę. Niezliczone ataki i obronny. Nie będę tu opisywał naszych nie do końca uczciwych przeciwników, którzy bywali nieśmiertelni. Ta noc spędzona w HQ dowódca pozwolił zregenerować siły by o 500 zarządzić pobudkę i do boju. Dziś ma się przesądzić o zwycięstwie najlepiej punktowane zadania, czyli utrzymanie posterunków ile się da wzorowe dowództwo i komunikacja zapewniają nam przewagę, kluczowym posunięciem jest wysłanie transportu kolejowego, którego podejmuje się Koniu. W transporcie jadą kule zbierane w HQ, kto ma daje choćby pół fata, zapasowe butle i takie tam wyszło prawie 5000 kul. Transport ruszył i docierają wieści o szykowanym ataku na niego a na wsparciu tylko dwie osoby. Do HQ docierają kolejne dwa duchy i natychmiast gonią za transportem. Kule docierają do walczących szokując tym samym żołnierzy, gdy dowiadują się, że są dla nich za darmo byle wytrwali, że kto nie mógł ich wesprzeć osobiście, choć tak im pomaga. Schodzący odsypują swoje kule wymieniają się bronią walczyć walczyć wytrwać . 1200 28 sierpień 2011 punkty utrzymane zadania wykonane, wymęczone, lecz szczęśliwe wojska Argentyny maszerują ku HQ tam oficjalne podziękowania i gratulację, integracyjna fotka a nawet cała sesja i do domu. Powrót bez większych sensacji jeśli nie licząc naszprycowanego Konia( który prowadził), opowieści **PG** i żartującego Kuby , całości towarzystwa pilnował Wright no i nasza szpica Kicia który czyścił przedpole.
Zakończenie w paru słowach, pot, wysiłek, przekraczanie granic wytrzymałości, współpraca, zaufanie i zajebista zabawa oto Saltus XII. Dzięki wszystkim to dzięki wam mogłem tak wybornie styrać się w ten weekend.

Horse Team – Wolna Grupa Paintballowa