Saltus XIII oczami **PG**

Trzech żołnierzy w dobrze odprasowanych mundurach z animuszem otworzyło drzwi i przekroczyli próg. Jednak widok jaki ujrzeli trochę przestudził ich temperament, młodzi żandarmi świeżo po szkole nie byli gotowi na to co ujrzeli.
Zwykła przyportowa speluna jedna z tych w której można pić na umór i nikt nie zapyta dlaczego. Opary papierosowego dymu groźnie wiszące nad głowami , wszechobecny zapach alkoholu i pochylone nad trunkiem zimne pozbawione emocji twarze, to codzienność pabu „Iron Horse”. Nie bez kozery to właśnie tu najczęściej można było spotkać chłopaków z HT(Horsetaem) –elitarnej jednostki BALIBANS HUNTERS CLUB. Przy jednym ze stolików siedział zamyślony wręcz nieobecny porucznik PG. Na blacie przed nim stała już cała bateria pustych kieliszków, których nie pozwalał zabierać kelnerowi tylko zamawiał kolejną kolejkę. W tym lokalu obsługa wiedziała że z ich klientami nie wchodzi się w debaty więc i PG nikt nie pytał o powód. Porucznik pod każdym kieliszkiem kładł serwetkę z naniesionymi inicjałami.
Otworzone z hukiem drzwi nie wywarły na obecnych wewnątrz izby żadnego wrażenia nikt nawet nie zerknął w ich stronę. Trzej wykrochmaleni żandarmi podeszli do stolika porucznika, gdy ten właśnie odkładał kolejny pusty kieliszek na serwetkę z inicjałami.
-Pójdziecie z nami -stanowczo stwierdził jeden z nich.
PG niechętnie podniósł wzrok patrząc na świecącego regulaminowym umundurowaniem żandarma.
– i że niby kto mnie do tego zmusi synku – pogardliwie warknął już dobrze podpity porucznik
– mam rozkaz…- zaczął dalej żandarm
-ciiiiii, właśnie oddałem cześć kapitanowi Franko wiesz synku kim on był- przerwał mu porucznik
– yyymmm no nie ale w szkole o nim nie mówili – odrzekł żandarm
– w szkole – chyba ci zaraz przypieprze
Na twarzy żandarmów na przemian pojawiało się zaskoczenie i obawa spełnienia owej groźby, poinformowano ich bowiem kim był porucznik PG i że po dopingu lepiej go nie drażnić.
– Kapitan Franko był jednym z najlepszych snajperów z jakimi mogłem współpracować – ciągnął dalej PG
Po tych słowach żandarmi zrozumieli magiczne inicjały pod kieliszkami to nic innego jak izba pamięci poległych w niedawnej wojnie bohaterskich BALIBANS HUNTERS.
– no mów synku gdzie niby mam z wami pójść ?- zagadnął porucznik zamawiając kolejną kolejkę
– mam rozkaz doprowadzić pana porucznika jak najszybciej do sztabu nie zależnie od pana kondycji .
Pg znów posłał złowrogie spojrzenie .
– kondycji , zamiast jeść miodu żuję pszczoły, a o takie tępe łby czyszczę buty zafajdany gogusiu.
– Panie poruczniku w razie oporu mamy prawo użyć siły i jest nas trzech
– hym masz prawo spróbować siły ,a co do liczebności to doradzam „siły na zamiary”- poczym porucznik wychylił kolejkę i padł na stół.
Pobudka była typowo wojskowa zimna woda bryzgająca na twarz, nad dochodzącym do siebie porucznikiem stali dwaj żandarmi trzymający go pod prysznicem . Po kilkudziesięciu minutach PG stał przed szefem sztabu ISAf i wysłuchiwał kazania jak to nie przystoi oficerowi i takie tam.
– co ten gryzipiórek wie o wojnie i o tym co przystoi oficerowi – kłębiło się w głowie porucznika
– zrozumieliście misję i jej znaczenie ?, a i jeszcze jedno tym razem poruczniku nie życzę sobie jakiegokolwiek alkoholu, zrozumiano.
Alkohol i przemyślenie PG zmodyfikowały z lekka odpowiedź porucznika, który chciał powiedzieć „Tak jest” a wyszło:
– spieprzaj dziadu
Oniemienie na twarzach obecnych warte było tej kolejnej nagany , z resztą misja z jaką miał jechać jak zwykle oznaczała 2% szanse powrotu.
6.00 pobudka i ostanie ogarnianie, gdy przychodzi goniec z wiadomością iż porucznik natychmiast ma się stawić w magazynie broni.
– kurcze dziwne przecież wczoraj pobrałem już wszystko- pomyślał PG.
Okazało się, że na tą misję otrzyma nowy ulepszony karabin snajperski Tiberius 9.1 FS.
KOŃwój – wyruszył bez większy opóźnień, bez większych, gdyż Ami i jej punktualność była wzięta pod uwagę choć tym razem była na czas. Podróż mijała przy nutach patriotycznych wezwań i oczywiście podnoszących morale płynów. Ostatni postój i ciepły posiłek u zaprzyjaźnionych tubylców i konwój wjechał w dzicz. Niestety rutyna i ślepa wiara w GPS spowodowała utknięcie koniowozu z BWP na jednej z leśnych dróżek. Szybka akcja oddziału pt. „ Popchajmy wszyscy razem” nie dała efektu i trzeba było wezwać pomoc z bazy ISAF. Na miejsce zbiórki miast 2h przed oddział dociera 15 min przed wymarszem. Szybkie ogarnianie to dla HT chleb powszedni więc bez większych problemów wyruszają o czasie.
I tu zaczyna się misja pod kryptonimem Saltus XIII.
Rozpoznanie donosi iż podróż do HQ jest na bojowo w okolicy zauważono Balibów , jesteśmy łatwym celem zwłaszcza przez spowolniające nas dwie przyczepy. Część osób pcha BWP reszta zabezpiecza i rozpoznaje teren. Niestety wywiad podał niedokładne koordynaty i wpieprzamy się w ślepą leśną drogę. Szybka decyzja pozostawić balast i jak najszybciej do HQ by zmniejszyć ewentualną karę czasową. Jako pierwsi do HQ docierają PG i Kicia tam dostajemy rozkaz rozpoznanie terenu w celu znalezienia drogi dla przyczep. Obszar który nam przydzielono okazuje się bagnem więc wracamy do BWP by bronić go przed ewentualnym atakiem Balibów. PO kilku minutach docierają do nas Koniu ,Owsiak, Profes, Vojciechu, Maniek i jeszcze kilka koni mechanicznych , przy drugiej przyczepie też już zebrała się ekipa pchaczy. Dobra i zła wiadomość bo jakby inaczej, jest droga tyle że to jakiś 1,5 km do nadłożenia . Nie ma tematu ihaha i poszli. Raz lepiej raz gorzej pchamy to stalowe monstrum do bazy, czasem potrzebna pomoc ekipy z tyłu, oni pomagają nam my im i brniemy. Docieramy do HQ i jak najprędzej rozbijamy obóz, czekając na drugą część oddziału który już dostał zadanie terenowe. Nie mija 30 min jak Vojciechu przychodzi z wieściami że i my wychodzimy na mały spacerek, szybkie ogarnięcie i już idziemy na wsparcie. Ten wypad okazał się faktycznie jedynie spacerkiem żadnego kontaktu z wrogiem choć napatoczyliśmy się na swoich i mało co posłali byśmy ich do HQ w białych ręcznikach. Powrót i krótki sen, w HQ jest już reszta oddziału, trochę opowieści i wymiany pierwszych wrażeń. Pobudka koło 3.00 i wymarsz w kierunku A1 gdzie wraz z Legionem HT ma ufortyfikować bazę. Są budowniczowie są i czujki , budowa idzie sprawnie i szybko. Siedzimy w bazie sporadyczne ataki w okolicach mostka jedynej łatwej przeprawy rzeki broniącej z jednej strony naszej bazy. Nuda nic się nie dzieje tylko wpatrujesz się w choinki i coraz częściej identyfikujesz je jako kontakt. Wreszcie jakiś budujący rozkaz PG i Leon na zmianę czujek przy moście. Doprowadza nas tam Vojciechu odprowadzając poprzednią dwójkę. Rozlokowaliśmy się tak by mieć jak najlepsze punkty obserwacyjne.
-Ja pierdziele- pomyślał PG- znów nudne zadanie- zwłaszcza iż meldunki od dowódcy (skorpiona ) mówią o przejęciu przeprawy przez nasze wojska i jedyny możliwy kontakt to nasze oddziały.
Nie minęło 10 min nudy gdy na mostku pojawia się 3 osobowy oddział, którego zauważa dalej wysunięty Leon .
– Skorpion dla PG, skorpion dla PG- melduje że na mostku zauważyliśmy trzyosobowy oddział odległość nie pozwala na identyfikację
– Tu skorpion, to nasi powtarzam w ten rejon jest zabezpieczony to na pewno nasz patrol .
Trzyosobowy oddział rośnie już do 6 osób i przechodzą most.
-skorpion dla pg –oddział przeszedł most i podążył drogą w górę przez lunetę nie zauważyłem żadnych naszywek.
– Tu skorpion to jeden z naszych patroli teren zabezpieczony nie nawiązywać kontaktu
Komunikat nie dobiegł jeszcze końca gdy na drodze pojawia się jeden z przepuszczonych żołnierzy PG szybko przyjmuje pozycję strzelecką i obserwuje przez lunetę, brak naszywek kto to k.. jest dziwnie jakoś się rozgląda cś nadaje przez radio o ja pier… to skóra
-skorpion dla PG rozpoznany wróg to skóra – w tej samej chwili trzask za plecami PG oznajmił niebezpieczeństwo szybki obrót trzech ludzi tylko kto rozpoznanie może to wsparcie nie kurwa to Balibowie
– QRF potrzebny QRF grat kul sypie się z każdej strony nie było szans PG obrywa od snajpera Balibów Gayvera. Leon ukryty dalej pada chwilę później, wzorowa akcja NT obeszli nas z każdej strony , ale przecież teren zabezpieczony. – Przyjazne powitanie z chłopakami z NT i heja do HQ. Tu szybkie odzyskanie zdolności bojowych i Rybka zezwala na powrót do swoich . Koordynat punkt B1 idziemy z Leonem gdy niedaleko HQ natykamy się na jakiegoś skauta obchodzimy go z dwóch stron i pacyfikujemy. To nasz zabłąkał się i szwęda bez celu zabieramy marudera ze sobą.
– skorpion dla PG – mamy jakieś 400 m do bazy powiadom czujki by nas nie odpaliły.
– przyjąłem powiadamiam- bez odbioru
Docieramy na jakieś 40 m od punktu i zong nie ma bazy a i teren jakiś nie znany. Kontakt przez radio uniemożliwia podanie ko ordynatów bazy a telefonów brak. Podejmujemy decyzje na pójście do punkty A1 ( docelowej bazy) po paru metrach :
– kontakt , kontakt na drodze moja dwunasta- pakujemy się w choinki – zgłaszam to do bazy –tym razem Koniu odpowiada – w tym rejonie mieliśmy kontakt to nasz oddział identyfikuj się poprzez hasło i naszywki. Postanawiamy że tylko PG idzie drogą a dwóch kompanów dalej się kampi.
Porucznik PG nie raz już słyszał to nasi idź śmiało więc tym razem chcąc zminimalizować straty pozostawiając dwóch kompanów w ukryciu z wolna posuwał się ku nierozpoznanym jednostką.
– Koniec- krzyknął czekając na odzew – cisza
-Koniec –powtórzył i zszedł tym razem na pobocze drogi – znów cisza
– Hasło – w odpowiedzi usłyszał już tylko serie z KM – po czym strzelający Balib który wypruł w PG poważną serię pyta ranny czy zabity. Wie że HT jest nieśmiertelne pomyślał PG – a jak myślisz .
To kolejna akcja z cyklu idź idź to nasi . Niestety Leon i młody nie mieli szans gdyż jak się okazało trafiliśmy na ofensywę balibów i było ich tam koło 30.
W HQ jest już kilku z naszego oddziału w tym dowódca Skorpion. Kolejne odzyskiwanie sił i nazad do A1. Tam jak się okazało już nie ma HT wysłano ich z misją więc obejmujemy ich stanowiska na wschodniej części bazy. Do bazy dociera generał którego trzeba odeskortować do HQ wstępnie mamy zrobić to właśnie my lecz rozkazy szybko się zmieniają i pozostajemy w bazie. Po paru chwilach otrzymujemy meldunki że HQ jest okrążone przez Balibów – ha czekali na generała tylko ciut za późno. Zorientowawszy się że ich stanie tam jest bezcelowe postanowili odwiedzić naszą bazę A1.
– HQ do skorpiona , HQ do skorpiona jesteśmy otoczeni przez znaczne oddziały Balibańskie
– Przyjąłem bez odbioru
– wszyscy w gotowości możliwy atak od strony naszego HQ
-Kontakt , kontakt podchodzą od drogi , rozciągają się na lewo , serie KM i pojedyncze wystrzały snajpera. Wróg naciera z okrzykiem lecz tylko chwilę teraz szalone konie są w swoim żywiole świst kul , moja dwunasta , za tą choinką poszły pudrówki , wyłaź – nie ma chęci kolejny puder i rączka w górze, atak wyhamowany QRF zachodzi od strony drogi , balibowie wyczaili zasięg i próbują coś wymyśleć lecz trup sieje się nieubłaganie dobrze wykonana robota i baza nie do zdobycia no i te szalone rżenie koni „do przodu cofają się” „tego bierz na twojej drugiej” „naprzód nie bać się” las dudni kule świszczą . Odległość już dużo jeden z Balibów krzyczy z ironią za daleko świst fs gasi mu uśmiech kolejny strzał daje do zrozumienia co czyha na górze. Prawe skrzydło zachodzi strzelających do nas ukrytych za drzewami balibów ci odpowiadają im ogniem.
Teraz HT naprzód wypadam z kicią i Kubą z za osłon kolejny w bieli wracają do HQ, choinka za choinką jest pudrówki znów robią swoje. Za osłony szybki powrót i ogarnięcie amunicji ja mam tylko trzy kule ktoś inny pięć. Generał kontaktuje się z rybką jest zgoda na powrót do HQ i konwój kul do bazy. Bez większych problemów docieramy z kulami i czekamy na kolejny atak. Rozkaz wszyscy na wsparcie konwoju który już ogarnia koniu z połową HT uzupełniamy kule i jazda. Auto przeprowadzamy bez kontaktu w sile jakieś 40 osób. Na dziś koniec jutro 9.00 zadanie słowa rybki są pokrzepiające gdyż jesteśmy na nogach od 3.00. Wracamy, rozluźnienie panuje w szeregach lecz nie przystoi to HT. Razem z Kicią szpica i po paru metrach kontakt BAlibowie znów spóźnieni ( jak inaczej jak przy szturmie na A1 podło ich z 50 60 szt) z rakietami pryskają w las galopuje za nimi Kabuz siejąc śmierć z KM. Kicia ostrzeliwuje się z jednym przed nami siedzi w krzakach, zachodze go z prawej, nie widzi mnie mam czas, przymierzam przez lunetę, mam cie i rączka w górze. Brać jeńców ktoś krzyczy z tyłu ale jak zatrzymać pędzące stado koni. Kule gonią ostatnią ofiarę zebrał wszystkie ich rodzaje, sprawdzanie czy ranny bez celowe. Wracamy do HQ i ogarniamy jedzenie w końcu nie mamy na dziś już nic do robienia. No nie mamy przez jakieś pół godziny sprzęt na noc i wymarsz do bazy A1 mamrotam pod nosem złorzeczę skorpionowi znów nas dupczą ale to saltus pomamrotać i zapier..W bazie zabezpieczamy spanie przydzielamy warty. Koniu i Kicia zaminowali wschodnią flankę i czekamy. Koło 12.00 skorpion podejmuje decyzję powrotu do HQ gdyż opuścili nas współtowarzysze pilnujący zachodniej flanki. Sam pozostaje z Kicią i Karokiem nabijać małe punkty. Powrót i sen obiecano nas nie budzić inni też walczą po stronie BALIBANS HUNTERS. 5.00 do uszu PG dobiega odgłos rozmowy to kicia telefonicznie powiadamia skorpiona że obiecana zmiana która miała przyjść o 3.00 nie przyjdzie wcale bo tu wszyscy śpią. Słyszy to też Koniu wyłapując poszczególne wyrazy nikogo tu nie ma, wracaj baza będzie pusta. PG nakrył się na głowę przeczuwał kłopoty.
– PG śpisz jeszcze – głos Konia nie był już zaspany- w zasadzie nie a co,- bo wiesz – wiem, kurwa jak ja cie nie nawidzę – no ja też cię kocham. Po tak uroczej porannej rozmowie całe no prawie całe HT stawiło się w bazie A1 i odebrało meldunek o wyznaczonej porze. Już braliśmy się do rozminowania pola jak w środku bazy jeden z Balibów wskazuje kto jest KIA z ekipy która się wyspała i wreszcie przyszła bronić bazy. Niestety stali bez masek i połowa z nich musiała znów odpocząć w HQ. Nawaliła obrona, która wpuściła delikwenta. Jak się można było domyślić po takim osłabieniu obrony bazy nastąpił szybki atak. Dowódctwo objął Koniu . I tym razem biedni Balibowie natknęli się na HT i mimo osłabionej obrony bazy ale za to z transportem kul dostali kolejną lekcją z cyklu „ nie ma sensu kopać się z koniem”. Szybko ogarniamy kule i inne takie sądząc że kolejny atak jest kwestią czasu. Pomyłka ten szaleńczy atak miał odwrócić naszą uwagę od transportu rannego Baliba. Szybki rozkaz i już zwijamy kabel i idziemy w ustalone miejsce czyhać na transport. Nie dane nam było jednak przechwycić rannego gdyż wyznaczono nam zadanie dostarczenia do HQ telefonu i kabla, który jeszcze trzeba było zwinąć co zajęło nam czas aż do końca gry. Zmęczeni ale szczęśliwi powracamy z tarczami XIII do domu . Długo ale trochę się działo dzięki wszystkim i gratki dla mojej klaczki AMI. Uważam że mamy silną milsi mową ekipę. Teraz tylko ćwicz ćwicz ćwicz by dalej się rozwijać SALUT.

Horse Team – Wolna Grupa Paintballowa